Antologia poezji

  • Święta Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza

    Do świętego Józefa

    Twe życie, Józefie święty,
    Przeszło w ciszy i skromności,
    Lecz zdobił je niepojęty
    Czar Chrystusowej piękności!
    Nieraz Syn Boży z radością
    Podlega rozkazom Twoim,
    A Ty Go darzysz miłością
    I tulisz na sercu swoim!
    Jak Ty w samotności, w cieniu,
    Służyć chcemy najgoręcej
    Matce Bożej w uniżeniu
    I Dzieciątku, ach, nic więcej!
    Matka Teresa wybrana
    Mówi, że zawsze do Ciebie
    Szła ufna, i wspomagana
    Bywała w każdej potrzebie.
    Gdy skończy się ziemska droga,
    Ujrzymy Cię, Opiekunie,
    Z Maryją u stóp Stwórcy Boga,
    W niebiańskich płomieni łunie.
    A życia Twego historię,
    Nieznaną śmiertelnym zgoła
    I czynów Twych jasnych glorię
    Uczcimy wśród Świętych koła.
    Święta Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza
  • Ks. Janusz Stanisław Pasierb

    Warsztat cieśli Józefa

    drewno i żelazo
    i światło jak przy torturach
    lub egzekucji nocą
    osłonięte od naszej strony
    dłonią dziecka
    w której już krew
    świeci

    Ks. Janusz Stanisław Pasierb
  • Roman Brandstaetter

    Niepokój Józefa

    Wszystko jest zagadkowe i niezrozumiałe,
    Począwszy od owocujących drzew,
    A skończywszy na dojrzewającym owocu żywota
    Twojej małżonki,
    Drżący Józefie, znawco drzewa.
    Pragniesz uczynić to,
    Co dogadza Twojej wyobraźni,
    Która jest jak rozpalone wnętrze pieca.
    Stoisz bezradny w środku nocy,
    Jak w źrenicy zbliżającej się burzy,
    I nic nie wiesz, co się dzieje
    Za krawędzią Twojego ciała.
    Patrzysz na synagogi, wzlatujące
    Z krzykiem do nieba, i modlisz się:
    „Jestem głodny twoich owoców,
    Tajemnico, która się zaczynasz
    W niezrozumiałych ogrodach.
    Wysłuchaj modlitwy mojego głodu
    I nie ukrywaj przede mną swojej twarzy.
    Pokaż mi przynajmniej jej symbol
    W drzewie, w kiści winogron lub w motylu,
    Unoszącym się ponad kwiatami. Moje dni
    Mijają jak dym.
    Jestem westchnieniem uschniętej trawy,
    Jestem pelikanem na pustyni i samotną sową
    Wśród ruin. Jem popiół i piję łzy.
    Taki jest mój pokarm, Tajemnico,
    Wpadająca szeroką i znużoną deltą
    Do oceanu mojej niewiedzy”.

    Ucisz swoje serce, Józefie. Nie bój się.
    Wróć do domu, ułóż się do snu
    I cierpliwie czekaj na przyjście anioła,
    Który powie Ci prawdę
    O owocach.
    Ale pamiętaj:
    Chociaż ją zrozumiesz,
    Wciąż będziesz niespokojny,
    Jak każdy człowiek, który jest sąsiadem Boga.

    Roman Brandstaetter
  • Kalina Beluch

    Święty Józef

    Dziwną nowinę
    anioł zwiastował.
    Bez przerwy w sercu
    tkwią jego słowa.
    Józefi e! Czeka
    Cię trudna droga –
    być dobrym ojcem
    samego Boga.

    Kalina Beluch
  • U.A. Fanthorpe

    * * *

    Jam Józef, cieśla z królewskiego rodu,
    Dawid mym ojcem, nie zaznam głodu.
    Synowi swemu imienia nie dałem,
    Nie ze mnie On powstał, nie mym On jest ciałem.
    Ja, Józef, najprostszą naukę Mu daję,
    By życie swe dawał, choć serce się kraje,
    Niech weźmie ode mnie tych słów przeznaczenie,
    Wytrwaniem, Miłością pełniąc Ojca wierzenie.

    U.A. Fanthorpe
  • Józef Jeżowski

    Ballada o św. Józefie

    Kto z was by chciał świętości poczuć wiew, W historię mą niech pilnie wsłucha się.
    Bo oto już za chwilę, może dwie,
    Bardzo dziwny bieg wydarzeń zacznie się.
    Gdzieś niedaleko, za ścianą może tuż,
    W niewielkim domu ogromny kłopot tkwi.
    Bo zima idzie i świat jest siwy już,
    A w piecu pusto i wiatr wieje przez drzwi.
    W dłoniach staruszki powoli płynie krew,
    I nie pomaga herbata ani koc.
    Drży po cichutku na każdy zimna wiew.
    Żyć trudno w dzień, a jeszcze trudniej w noc.
    A święty Józef w kościele parafialnym
    Wytęża pilnie słuch.
    I słyszy słowa: – Józefie, proszę, pomóż,
    Bo ujdzie ze mnie duch.
    Kłania się grzecznie Maryi, Jezusowi,
    Przeprasza, musi iść.
    Schodzi z ołtarza, gipsową ręką cicho
    Uchyla wielkie drzwi.
    I rano – cud, bo z pieca bucha żar.
    I zgrabnie ktoś też pouszczelniał drzwi.
    Dwie srebrne łzy dziękują za ten dar:
    – Ach, to za dużo, jak się odpłacę, czym?
    Dziesiątki oczu zmrużonych szpera tam.
    – Kto ci to zrobił, no i za jaki trzos?
    – To on, mój patron z niebieskich przybył bram.
    I śmieją się – taki biedaka los.
    I odtąd już każdego ranka był
    Mały węzełek gałązek, chrustu, mchu.
    I choć czuwała, to jednak tak się krył,
    Że tylko ślady na śniegu tam i tu.
    Aż w niedzielę w kościele parafialnym
    Zgorszenia przebiegł szmer,
    Bo święty Józef, dotychczas taki ładny,
    Miał jakiś brud i czerń.
    Gipsowe stopy poobijane całe,
    Gorszyły bardzo ich.
    Więc uradzili, że już im nie pasuje.
    Wynieśli go na strych.
    Odbył się pogrzeb bez pieśni i bez łez.
    I stary gawron straż honorową wziął.
    Tak doszła po wędrówki ziemskiej kres.
    Pan białą kołdrą ze śniegu przykrył ją.
    A w niebie święty Piotr otwiera bramy
    Jak tylko daje się.
    A chór aniołów ustawia się w szeregu
    I już dostraja śpiew
    A kiedy wchodzi, dłonie na piersi splata,
    Anielski słysząc ton.
    A święty Józef uśmiecha się i mówi:
    – Pokażę ci twój dom.

    Józef Jeżowski
  • Wanda Łakowicz

    Święty Józefie wśród blasku

    Kiedy niepokój lękiem Cię trwoży
    o sławę Maryi Panny.
    „Z Ducha Świętego poczęła” – powie
    Anioł od Boga posłany.
    W noc betlejemską długo, stroskany,
    szukasz dla Matki schronienia,
    gdzie by Pan niebios przyszedł na ziemię
    przez ludzkie Swe Narodzenie.
    Przez żar pustyni i chłodne noce –
    aż do Egiptu uchodzisz,
    aby przed zbrodnią Heroda ustrzec
    Zbawcę, co nam się narodził.

    Wanda Łakowicz
  • Bartłomiej Józef Kucharski OCD

    Święty od Milczenia

    Ukochałeś ciszę
    W niej ukryła się Tajemnica
    Której strzegłeś
    Jak bogacze strzegą
    Pieniędzy ukrytych
    W niedostępnych
    Piwnicach

    W codziennym zamyśleniu
    Kształtując rzeczy
    Z kawałków drewna
    Powtarzałeś słowa
    Szema Izrael
    Nieustanny
    Refren miłosnej
    Pieśni

    Patrzyłeś na Twarz
    I widziałeś w Niej
    Rysy samego Boga
    Niewidzialny Uśmiech
    Miłosierdzia

    Jego Ojciec
    W ten sposób
    Dziękował Ci
    Za opiekę

    Im więcej widziałeś
    Tym głębiej milczałeś
    Szczęśliwy Józefie
    Na zawsze już
    Święty od Milczenia

    Bartłomiej Józef Kucharski OCD
  • Bartłomiej Józef Kucharski OCD

    Patrząc na obraz św. Józefa Patrona Krakowa

    Zstępuje z Wysokości

    Nienazwanej
    Świetlisty Duch

    Oświeca Blaskiem
    Dziecko i Tego co
    Trzyma Je w swych
    Dłoniach

    Światłość przenika
    Twarz Józefa

    Jest niegasnącym
    Płomieniem
    Obecności

    Tego Który Jest

    Bartłomiej Józef Kucharski OCD
  • Bartłomiej Józef Kucharski OCD

    Cieśla

    Dotykam stołu który
    wystrugały Twoje ręce

    Jego gładka powierzchnia
    jest jak alfabet łagodności

    Pismo delikatnego światła
    płonącego w Tobie

    Józefie

    Bartłomiej Józef Kucharski OCD
    Kraków – Zawoja, listopad – grudzień 2014 roku