Modlitwa w ciszy

Modlitwa w ciszy, nazywana w tradycji modlitwą wewnętrzną lub myślną, to droga każdego karmelity bosego. Ten cichy czas jest naszym powołaniem, naszą misją zleconą przez Kościół i naszym szczególnym duszpasterstwem. Modlitwa w ciszy ma swoją długą i bogatą tradycję, a w historii reformowanego Karmelu – szczególny rys. To rozmowa z Tym, o którym wiemy, że nas kocha – jak pisała święta Teresa od Jezusa. Cały ten czas milczącego trwania zamyka się w trzech ruchach:

MÓWIĘ

Najpierw uświadamiam sobie, że Bóg jest obok mnie i we nie. Wierzę, że Jest i że jest Dobry. To chwila prawdy, zatem trzeba również otworzyć przed Nim swoje życie, nazwać po imieniu dobro i zło. Tylko w takim klimacie szczerości może udać się spotkanie z “Tym, o którym wiem, że mnie kocha”. To czas mówienia, bo moje myśli jakby opowiadają prawdę o mnie, wyznają wiarę, a przez to staję się pokorny, zdystansowany do potrzeb mojego ego. W tym skupieniu, w tym powracaniu do obecności Boga pomaga rozważanie Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo, Wierzę w Boga.

SŁUCHAM

Kiedy po tym intensywnym działaniu Ducha uspokoi się nieco mój umysł i ciało, dla którego warto znaleźć dobre miejsce i klimat, czekam na Słowo. Czasami przypomni się jakiś werset z liturgii lub z przeczytanego właśnie fragmentu Pisma. Kiedy indziej Słowem stają się czyny świętych albo wyjątkowe wydarzenie. Dlatego ważne jest nasączanie umysłu Słowem Boga przez dzień, aby w czasie modlitwy Duch znalazł w nas narzędzie do komunikacji i nie musiał przedzierać się przez to, co tylko przypomina Zbawiciela. To słuchanie nie jest tylko analizą, bo słowa zaczynają żyć własnym życiem i odnosić się do mnie. Staję się uczniem, który właśnie słucha nauczającego nauczyciela. Pan zwraca swoje spojrzenie w moją stronę i zaczyna patrzeć mi w oczy. Słuchanie to wyraz miłości i jeden z najwspanialszych jej aktów. Słucham, bo kocham; kocham, zatem słucham. On najpierw chciał tu być, ja podejmuję decyzję, że chcę przed Nim trwać, wybieram jego wolę – chcę tutaj z Nim być i stawać się jak On.

CZUWAM

To najpiękniejsze i najbardziej sycące chwile podczas modlitwy w ciszy. Czuwam jak Maryja, kiedy poznała, że Słowo własnie w niej zamieszkało – jak tylko zgodziła się na wolę Najwyższego. To czas kontemplacji, niesłusznie kojarzącej się tylko z jakimś podglądaniem niebieskich sekretów, to raczej podsłuchiwanie okazującej sobie miłość Trójcy, która zaprasza mnie i tych, którzy ze mną do komunii. To bezmierne poczucie nadziei, która wykracza poza ramy mojej modlitwy, ciągnie mnie ku przyszłości, chociaż uświadamia trudną przeszłość. To ochłoda i pokój wlewana w zadziwiająco prosty sposób jak deszcz, którego nie muszę prosić o zroszenie spękanej ziemi. To szalone poczucie obecności Boga na zawsze. Dobrze mi tu jak świadkom przemiany Pana na górze. Czuję ciężar Słów i woli Boga, ale im bardziej się zgadzam na nie, tym większy jest żar, który mnie wprawdzie nie spala, ale rozjaśnia i pociąga jak gorejący krzew.

Przyjdź do naszej świątyni, włącz się w ten ciszy wieczernik…w to oczekiwanie na Pana, aż przyjdzie.